Polska stoi przed zmianą limitu długu. Co to oznacza dla złotego?
Coraz bliżej limitów długu. Ekonomiści ostrzegają przed kosztami odwlekania decyzji
Przy obecnej trajektorii fiskalnej, bez wyraźnej konsolidacji, Polsce mogą być potrzebne zmiany w konstytucyjnych limitach długu – ocenili główni ekonomiści polskich banków podczas debaty Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Sopocie. Ich zdaniem problem może długo pozostawać w tle, ale w razie szoku ujawnić się gwałtownie.
Główny ekonomista Velo Banku Piotr Arak mówił o pełzającym kryzysie konstytucyjnym w związku ze zbliżaniem się w 2028-29 r. limitu długu publicznego wynikającego z ustawy o finansach publicznych i konstytucji. Jego zdaniem spór może dotyczyć nie tyle podatków czy cięć wydatków, ile samej definicji długu.
Arak wskazał, że część dzisiejszych wydatków może zostać przeniesiona poza obecne ujęcie budżetowe, a w praktyce mogłoby to służyć obejściu konstytucyjnego progu 60 proc. PKB. Zwrócił też uwagę, że taki ruch wywołałby dużą dyskusję o legalności i zgodności z ustawą zasadniczą.
Ekonomista ocenił, że nie ma prostego rozwiązania poza zmianą konstytucji albo przebudową reguł fiskalnych. Dodał, że państwo może się w kolejnych latach mierzyć z trwale wyższym długiem publicznym.
Ryzyko przesuwania problemu na później
Podobnie patrzy na sprawę główny ekonomista Erste Piotr Bielski. Zwrócił uwagę, że przy deficycie sektora finansów publicznych bliskim 7 proc. PKB trudno liczyć na szybką konsolidację fiskalną, zwłaszcza przed wyborami.
W jego ocenie naturalną pokusą może być zmiana przepisów i definicji długu, jeśli obecne reguły zaczną bardziej ciążyć polityce budżetowej. Taki scenariusz, jak podkreślił, nie rozwiązuje problemu, lecz go odsuwa.
Bielski ocenił też, że w razie zmiany układu politycznego łatwo może dojść do wykorzystania momentu, w którym państwo dotyka barier ustawowych lub konstytucyjnych. To właśnie wtedy, jego zdaniem, może pojawić się presja na korektę zasad.
Podobny ton miała wypowiedź głównej ekonomistki Banku Pocztowego Moniki Kurtek. Jej zdaniem Polska nie wyrasta z długu, jeśli zadłużenie rośnie szybciej niż PKB.
Banki, ratingi i finansowanie państwa
Kurtek zaznaczyła, że wydatki na obronność już dziś zwiększają zadłużenie, ale w deficycie finansów publicznych pojawią się dopiero wtedy, gdy sprzęt faktycznie trafi do polskiej strefy celnej. To oznacza, że presja na deficyt może utrzymywać się także w kolejnych latach.
Jej zdaniem Polsce nie grozi bardzo zła sytuacja fiskalna w perspektywie 3-5 lat, ale widać wyraźne pogłębianie problemów. Dodała też, że ważne będzie zachowanie agencji ratingowych, zwłaszcza jeśli negatywne perspektywy miałyby przełożyć się na obniżkę oceny wiarygodności kredytowej.
Inaczej patrzy na to główny ekonomista ING BŚ Rafał Benecki. Uznał, że polski dług już teraz wycenia obniżkę ratingu o dwa stopnie, a same oceny agencji nie muszą wymusić korekty fiskalnej.
Benecki ocenił, że jeśli uwzględnić dług zagraniczny i rezerwy walutowe, to obraz nie jest tak niepokojący, jak sugerują niektóre prognozy. Dodał, że możliwe jest polityczne porozumienie wokół poluzowania reguł, w tym progów na poziomie 55 proc. PKB, a być może nawet 60 proc.
Główny ekonomista PKO BP Piotr Bujak podkreślił z kolei, że część dużych gospodarek Europy ma wyższy dług niż Polska i mimo to radzi sobie z finansowaniem potrzeb państwa. Jego zdaniem krajowe oszczędności, skupione głównie w sektorze bankowym, nadal mogą wspierać popyt na obligacje skarbowe.
Bujak zaznaczył, że nawet przy obniżeniu ratingu o 1-2 stopnie nie spodziewa się, by duże krajowe banki przestały kupować polskie papiery skarbowe. Ostrzegł jednak, że przy większym szoku zewnętrznym wzrost rentowności obligacji mógłby osłabić akcję kredytową i uruchomić negatywne sprzężenie zwrotne w gospodarce.
Główny ekonomista mBanku Marcin Mazurek zwrócił uwagę, że dostosowania fiskalne mogą nadejść nagle, a nie stopniowo. Wskazał, że udział inwestorów zagranicznych w polskim długu sprawia, iż niewielka grupa uczestników rynku może w pewnym momencie mocno wpłynąć na sytuację.
Ekonomiści zgodzili się co do jednego: odsuwanie decyzji w czasie nie usuwa problemu, tylko zwiększa ryzyko, że przyszła korekta będzie bardziej gwałtowna. W centrum sporu pozostaje pytanie, czy państwo wcześniej zmieni reguły, czy zrobi to dopiero pod presją rynku i prawa.
Źródła