Rosną rentowności obligacji francuskich – ryzyko fiskalne w UE rośnie
Francuski dług pod presją, a różnica wobec Niemiec rośnie do poziomów niewidzianych od lat
Rynek obligacji skarbowych w 2026 roku wyraźnie podniósł koszty finansowania wielu państw, ale Francja znalazła się w szczególnie trudnym położeniu. Najlepiej widać to po różnicy między rentownością 10-letnich obligacji francuskich i niemieckich, która jest najwyższa od czasu kryzysu strefy euro. Rentowność to po prostu dochód, jakiego inwestor oczekuje z papieru dłużnego. Im jest wyższa, tym drożej państwo pożycza pieniądze.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o Paryż. Od początku marca przecena obligacji objęła niemal cały świat, a więc także USA, Japonię, Wielką Brytanię i wiele krajów kontynentalnej Europy, w tym Polskę. W połowie września rentowność 10-letnich obligacji rządu USA przekroczyła 5% i była najwyższa od 2007 roku. Brytyjskie papiery dawały nawet 5,44%, niemieckie 3,57%, a japońskie po raz pierwszy od 30 lat ponad 3%.
W tym obrazie Francja wyróżnia się szczególnie mocno. Rentowność jej 10-letnich obligacji wzrosła do blisko 4,70% z 3,25% jeszcze pod koniec lutego. To najwyższy poziom od 2008 roku i zarazem wynik o ponad sto punktów bazowych wyższy niż w przypadku analogicznych obligacji Niemiec. Punkt bazowy to jedna setna punktu procentowego, więc taka różnica jest już dla rynku bardzo duża.
Skąd ta ostrożność inwestorów wobec Francji
Część ekonomistów uważa, że wzrost rentowności jest prostą korektą po latach wyjątkowo niskich stóp procentowych. Inni widzą w nim znak utraty zaufania do polityków i bankierów centralnych oraz efekt dłuższego okresu wysokiej inflacji. W tle pozostaje też pytanie, czy wyższe koszty długu to jedynie konsekwencja kryzysu energetycznego, czy już objaw głębszego problemu finansów publicznych największych gospodarek.
Francja ma do tego słabe fundamenty fiskalne. Dług publiczny sięga 115,6% PKB, a deficyt od 2020 roku utrzymuje się w okolicach 5% PKB. Plan budżetu na rok 2027 także zakłada deficyt rzędu 5% PKB. W praktyce oznacza to, że państwo wydaje więcej, niż zbiera, i robi to od lat.
Dochodzi jeszcze spór o to, kto i jak ma zacisnąć pasa. Kolejne rządy w Paryżu nie potrafią przeforsować nawet łagodnych cięć wydatków. Szef Banku Francji Emmanuel Moulin przyznał w rozmowie z radiem RTL, że sytuacja jest niepokojąca i niezadowalająca, choć nie nazwał gospodarki zagrożoną. Według INSEE gospodarka Francji ma wzrosnąć w tym roku tylko o 0,4%, wobec wcześniejszej prognozy 0,7%.
Na napięcia gospodarcze nakłada się rozedrgana scena polityczna. Obecne Zgromadzenie Narodowe jest rozdrobnione i spolaryzowane, a wybory prezydenckie odbędą się wiosną 2027 roku. W takich warunkach trudno o stabilną większość, która mogłaby szybko uporządkować finanse państwa.