Kurs euro zbliża się do 4,40 zł. Złoty pozostaje osłabiony wobec głównych walut
Euro po nieudanym ataku na 4,40 zł. Złoty pozostaje słaby, a wsparciem dla dolara jest polityka banków centralnych
Po czwartkowej próbie wybicia na poziom 4,40 zł kurs euro szybko wrócił niżej i w piątek rano wynosił 4,3798 zł. Dla osób wymieniających pieniądze oznacza to, że za 1000 zł kupią dziś około 228 euro. To nadal drogi poziom jak na złotego, bo wspólna waluta pozostaje blisko górnych okolic tegorocznych notowań.
W praktyce niewielka zmiana z czwartkowego szczytu nie poprawia sytuacji osób, które muszą kupować euro na wyjazd, ratę kredytu lub rozliczenia firmowe. Różnica między poziomem 4,40 zł a piątkowym odczytem jest mała, ale pokazuje, że rynek nie zdołał przebić ważnego technicznego oporu. Analiza techniczna, czyli obserwacja poziomów wsparcia i oporu na wykresie, wskazywała taki ruch już od początku lipca.
Na złotego nadal ciąży kilka czynników. Po pierwsze, droga ropa naftowa podnosi napięcie na rynkach surowcowych. Po drugie, inwestorzy patrzą na postawę Rady Polityki Pieniężnej, która utrzymuje gołębie nastawienie, czyli nie spieszy się z podwyżkami stóp procentowych. Po trzecie, znaczenie mają decyzje największych banków centralnych świata, bo to one wyznaczają warunki dla kapitału przepływającego między walutami.
Nie bez znaczenia pozostają też bardzo wysokie rentowności obligacji skarbowych USA, najwyższe od blisko 20 lat. Taki poziom zachęca część kapitału do lokowania środków za Atlantykiem, co zwykle osłabia waluty rynków wschodzących, w tym złotego. W przypadku Polski problemem jest również to, że w NBP stopy procentowe pozostają niskie, podczas gdy EBC ma za sobą już dwie podwyżki, a Fed jedną i kolejną w drodze.
Na rynku dolara widać z kolei lekkie uspokojenie. Kurs EUR/USD zatrzymał się tuż poniżej 1,14 USD, a dolar kosztował rano 3,8448 zł. Dzień wcześniej był droższy, bo przekraczał 3,86 zł i był najcenniejszy od kwietnia 2025 roku. Frank szwajcarski wyceniano na 4,6360 zł, czyli o 1,8 grosza mniej niż dzień wcześniej, a funt brytyjski kosztował 5,0865 zł po czwartkowym podejściu nawet do 5,1168 zł.
Presję na rynek walut łagodzą natomiast doniesienia z cieśniny Ormuz, gdzie US Navy eskortuje tankowce. To pomogło uspokoić nastroje na rynku ropy, choć na razie nie zmienia ogólnego obrazu: złoty pozostaje słabszy, a najważniejsze dla niego są dziś ceny energii, nastawienie RPP i to, co zrobią Fed oraz EBC.